Nazywam się Jacek Zawadzki

Jestem psychologiem, coachem i strategiem komunikacji. Wspieram w rozwoju jako coach i mentor.

Łączę wykształcenie psychologiczne i biznesowe. Ukończyłem psychologię, zarządzanie i marketing oraz z wyróżnieniem program MBA. Jestem praktykiem biznes i moje 20-letnie doświadczenie w pracy w korporacjach oraz małych i średnich przedsiębiorstwach wykorzystuję w pracy coacha.

Przez lata pracowałem z liderami, markami i zespołami, pomagając im formułować wizje, budować przekaz i sens działania. W pewnym momencie zauważyłem jednak, że najwięcej dzieje się nie w prezentacjach, ale w rozmowach — w tych momentach, gdy ktoś na chwilę zatrzymuje się i zadaje sobie pytanie: „co ja właściwie chcę dalej?”

To wtedy odkryłem, że coaching jest tym, czego szukałem od zawsze: przestrzenią między marzeniem a decyzją.
Nie terapią i nie doradztwem, lecz sztuką słuchania i zadawania pytań, które pomagają człowiekowi samemu usłyszeć własny sens.

W pracy coacha łączę dwa światy: psychologiczną uważność i strategiczną klarowność. Korzystam z modeli GROW, RAMA CELU czy Matrycy aktywności, ale traktuję je jak mapy, nie jak instrukcje. Każda sesja to dla mnie spotkanie dwóch systemów – dwóch historii, które mogą się na chwilę spotkać, by poszerzyć perspektywę.

Bliskie są mi standardy EMCC: obecność, szacunek, autonomia klienta i etyka relacji. Wierzę, że coach nie naprawia, nie ocenia i nie prowadzi – raczej towarzyszy i odzwierciedla.
Dlatego w sesjach tak dużą wagę przykładam do słuchania i tworzenia przestrzeni, w której klient może poczuć się bezpiecznie z własną niewiedzą. To w tej ciszy często rodzi się wgląd – moment, w którym rzeczy zaczynają się układać, a kierunek staje się jasny.

Motywuje mnie ciekawość – nie tego, kim ludzie są, ale kim chcą się stać, gdy już odrzucą cudze narracje.
Coaching jest dla mnie praktyką świadomości: umiejętnością widzenia siebie i innych z większą łagodnością, ale też z większą odpowiedzialnością.

Chcę pracować z liderami, twórcami i osobami w zmianie – z tymi, którzy czują, że coś w ich życiu „prosi się o ruch”.
Bo jak na morzu, tak i w życiu – nie chodzi o to, by kontrolować wiatr, lecz by nauczyć się ustawiać żagle.